Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Wiejski poranek

Wstałam jeszcze wtedy, kiedy noc nie do końca chciała oddać miejsca porankowi. Dom cichy, świat za oknem ciemny, tylko gdzieś daleko pojedyncze światła. Lubię te chwile, choć wiem, że przede mną zwykły dzień, zwykłe obowiązki.

Wiejski poranek

Pracuję od poniedziałku do soboty, więc czasem niedzielny poranek nie jest tylko od kawy i ciszy, ale od nadrabiania tego, co się nie zmieściło w tygodniu. Dziś prasowanie. Zwyczajność życia. Koszula, rękaw, para, zagięcia, stos rośnie. I wiecie co — w tym też jest coś kojącego. Najtrudniej jest zacząć, a potem już idzie. Ruch za ruchem. Myśli sobie płyną. Cisza pracuje razem ze mną.
Zawsze próbuję zdążyć ze wszystkim przed niedzielą. Chcę, żeby to był dzień inny. Wolniejszy. Lżejszy. Z oddechem. Ale życie nie zawsze mieści się w planach. Czasem coś zostanie, coś się przesunie, coś się nie uda. I kiedyś bym się złościła. A dziś myślę — trudno. To też jest część tej naszej zwyczajności.
Wyszłam z psiakiem na spacer. Zimno takie, że wchodzi pod kurtkę i nie pyta o zgodę. Wiatr ostry, powietrze czyste, budzące. Ziemia pod butami zmrożona, chrupiąca, jakby ktoś rozsypał pod stopami suchą granolę. Szłam powoli, uważnie, żeby nie wywinąć orła, a psisko ślizgało się łapkami i patrzyło na mnie zdziwione, jakby mówiło: „co się stało z tą trawą?”. Świat cichy, lekko srebrny od mrozu. Takie poranki uczą uważności — na każdy krok, na oddech, na to, że jesteśmy tu naprawdę.
Wracam. Otwieram drzwi i od razu otula mnie ciepło. W kominku jeszcze żar, czerwony, spokojny. Dokładam drewno, słyszę trzask, ogień łapie. Ten dźwięk zawsze daje mi poczucie domu. Idę do kuchni, nastawiam rosół warzywny. I tak, możecie się śmiać — rosół warzywny. A dla mnie to zapach dzieciństwa, zdrowienia, spokoju. Dużo warzyw, cytrynowy pieprz, imbir, długie, powolne gotowanie. Smak głęboki, ciepły. Na koniec odrobina oliwy. Zaraz cały dom będzie pachniał tym dobrem, które nie spieszy się, tylko dojrzewa w garnku.
Przyjechało jedno z dzieci. W tej ich dorosłości już tak jest — pojawiają się i znikają, wymieniają się obecnością w domu jak przelotne pory roku. Słyszę, że śpi. I nagle przychodzi ta cicha tęsknota. Za oddechem słyszanym przez uchylone drzwi. Za małymi stopkami na schodach. Za porannymi awanturami przy śniadaniu, kiedy ktoś nie chciał jeść, ktoś nie mógł znaleźć skarpetki, a ktoś płakał bez powodu. Wtedy człowiek był zmęczony. Dziś by oddał wiele, żeby jeszcze raz to usłyszeć. Ale ich życie jest już ich. I to jest dobre. Bardzo dobre. A to, że mam za kim tęsknić, znaczy, że kochamy i jesteśmy kochani.
Pewnie za chwilę rozdzwoni się telefon. Ja też zadzwonię do rodziców. Bo przecież ja też jestem czyimś dzieckiem. Dorosłym, z siwymi myślami i listą spraw do zrobienia, ale wciąż dzieckiem. I to jest ogromne szczęście, móc jeszcze usłyszeć ich głos. Uśmiecham się na tę myśl i w sercu mówię ciche „dziękuję”.
Ptaki już nakarmione. Koty mają pełne miseczki. Dom oddycha spokojnie. Garnek mruczy na kuchence. Pranie czeka. Żelazko stygnie. Życie nie jest spektakularne. Jest tu. Dziś. Moje.
Wstawiam kawę. Gęsta, czarna jak nocne niebo. Pachnie obietnicą chwili tylko dla siebie. Pijecie ze mną?
Wysyłam Wam z mojego zwykłego domu zwykłe, ciepłe myśli. Takie, które nie krzyczą, tylko siadają obok. Uśmiecham się do Was szeroko.
Cieszmy się zwyczajnością. Ona naprawdę jest jedną z najpiękniejszych chwil. Jak zawsze, uśmiecham się do Was od ucha do ucha:) Wasza pani Kropka