Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Urzeczona....

… nie każdy kto czyta jest z Tarnowa, tym samym nie każdy z Was słyszał o naszej lokalnej, cudnej tradycji.
A to jest coś, co naprawdę warto zobaczyć na własne oczy, bo trudno to oddać słowami, choć spróbuję.
 
Urzeczona....
W Tarnowie, kiedy zbliża się Wielkanoc, centrum miasta zaczyna się zmieniać. Nie przez dekoracje z marketów, nie przez gotowe instalacje. Zmienia się przez ludzi. Przez ich ręce, ich czas i ich zaangażowanie. Na drzewach, szczególnie przy Wałowej, zaczynają pojawiać się pisanki. Najpierw pojedyncze, potem dziesiątki, setki, aż w końcu tysiące.
Nie jest to przenośnia. Co roku w tej akcji bierze udział kilkadziesiąt placówek, głównie przedszkola i szkoły, a dzieci przygotowują tysiące ręcznie robionych pisanek, które potem trafiają na drzewa w centrum miasta.
To wydarzenie ma nawet swoją nazwę. Pisankowy Desant. I nie jest to jednorazowa akcja, tylko coś, co od lat buduje klimat tego miejsca. Wszystko zaczęło się w 2016 roku i od tego czasu co roku wraca, coraz większe, coraz bardziej kolorowe, coraz bardziej „nasze”.
Najważniejsze jest jednak to, jak to wygląda w praktyce.
Wyobraźcie sobie zwykłą ulicę. Drzewa, chodnik, ludzie jak w każdym innym mieście. Nagle na tych drzewach zaczynają wisieć pisanki. Setki kolorów. Wzory, które czasem są bardzo proste, czasem zaskakująco dopracowane. Każda inna, każda zrobiona przez kogoś konkretnego.
Bo tutaj nie ma produkcji masowej. Tu są dzieci, które siedzą wcześniej w salach i przygotowują swoje prace, często przez kilka dni. Malują, wyklejają, kombinują po swojemu. A potem przychodzą na Wałową i same je wieszają.
To jest moment, który robi największe wrażenie.
Dziś na naszej ul.Wałowej dzieci wieszały pisanki. Spokojnie, bez pośpiechu, z pełnym skupieniem. Ktoś staje na palcach, ktoś prosi o pomoc, ktoś trzyma gałąź. Proste gesty, ale w nich jest wszystko. Jest radość, jest duma, jest takie zwykłe bycie razem. Całe miasto zaczyna żyć trochę inaczej.
Bo to nie jest tylko wydarzenie dla dzieci. Do akcji włączają się też dorośli, seniorzy, urzędnicy, mieszkańcy. Jedni wieszają nowe pisanki, inni przynoszą swoje. Część ozdób wraca co roku i nadal wisi na drzewach, tworząc coś w rodzaju żywej historii tej tradycji.
Z roku na rok robi się tego coraz więcej. W centrum pojawiają się tysiące pisanek, które zdobią nie tylko Wałową, ale też place, skwery i okolice rynku.
To wszystko sprawia, że Tarnów przed świętami wygląda zupełnie inaczej.
Nie jak „ładnie udekorowane miasto”. Bardziej jak miejsce, w którym ktoś naprawdę chciał coś zrobić. Gdzie każdy dołożył swój kawałek. Gdzie nie chodzi o efekt wow, tylko o coś dużo prostszego i dużo ważniejszego.
Ta tradycja działa właśnie dlatego, że jest otwarta. Każdy może do niej dołączyć. Organizatorzy wręcz zachęcają, żeby zrobić własną pisankę i po prostu ją powiesić na drzewie.
Nie trzeba się zapisywać. Nie trzeba spełniać żadnych warunków. Wystarczy chcieć.
W świecie, w którym większość rzeczy jest zaplanowana, zamknięta i uporządkowana, tutaj jest przestrzeń na coś bardzo ludzkiego. Na spontaniczność. Na kreatywność. Na obecność.
Jeśli szukacie miejsca, gdzie można poczuć klimat świąt inaczej niż w galerii handlowej, to Tarnów w tym czasie naprawdę ma coś wyjątkowego do zaoferowania.
Nie chodzi tylko o to, żeby przyjechać i „zobaczyć atrakcję”. Chodzi o to, żeby się zatrzymać. Przejść się Wałową. Spojrzeć w górę. Zobaczyć te wszystkie pisanki i pomyśleć przez chwilę o tym, ile osób włożyło w nie swój czas.
Jak traficie na moment, kiedy dzieci je wieszają, to zobaczycie coś jeszcze więcej. Zobaczycie, jak rodzi się tradycja. Na żywo. Bez scenariusza.
To jest historia o ludziach, którzy wciąż chcą robić coś razem. Mocno Was ściskam, wasza pani Kropka urzeczona pisankowym światem.