Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Mission Imbossilble

Wchodzę dziś do łazienki, a tam… prawdziwe Mission Impossible. I wcale nie był to krótki seans, raczej film w wersji rozszerzonej, z wieloma zwrotami akcji i bohaterem, który najwyraźniej nie zamierzał łatwo zejść ze sceny.
 
Mission Imbossilble
Stałam przez chwilę w drzwiach i patrzyłam, trochę zdziwiona, trochę rozbawiona, a trochę z tą cichą myślą, która czasem przychodzi zupełnie niespodziewanie: jak niewiele potrzeba, żeby człowiek się uśmiechnął.
Bo przecież w naszym domu życie płynie trochę inaczej niż w wielu innych miejscach. Żyjemy tu w takiej zabawnie fascynującej symbiozie. Z ludźmi, ale też z całym małym i dużym światem wokół nas. Są psy, które codziennie przypominają mi, że radość można okazywać całym sobą. Są koty, które mają w sobie spokój filozofów i potrafią patrzeć na świat z wysokości parapetu tak, jakby wszystko już dawno zrozumiały. Są też pająki, nasi cisi współlokatorzy, którzy pojawiają się czasem w najmniej spodziewanych miejscach i budują swoje misterne konstrukcje, jakby przypominali, że każdy ma tu swoje zadanie i swoje miejsce.
Czasem pojawiają się też myszki, małe, szybkie i bardzo zajęte własnym życiem. A kuny… kuny to już osobny rozdział tej historii. One chyba od dawna rozważają zamieszkanie pod naszym dachem na stałe. Kiedy nocą coś tupnie, stuknie albo zaszura nad sufitem, już wiemy, że ktoś z futrzastych sąsiadów znów sprawdza, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu.
Rankami zdarza się, że ogród odwiedzają bażanty. Spacerują po grządkach z taką powagą, jakby były właścicielami całego terenu. Kroczą powoli, z godnością, oglądają rośliny, zatrzymują się na chwilę, a potem odchodzą, zostawiając po sobie wrażenie, że byliśmy tylko gośćmi w ich porannym spacerze.
Są też sojki niezwykle inteligentne, piękne i jednocześnie absolutnie nieprzewidywalne. Potrafią narobić tyle zamieszania, że czasem zastanawiam się, czy w ich małych głowach nie kryje się jakiś bardzo sprytny plan na rządzenie całym ptasim światem. Kiedy pojawiają się na drzewach, zawsze coś się dzieje. Jest ruch, hałas, zamieszanie i życie.
Latem wieczorami zdarzają się chwile zupełnie magiczne. Na tarasie pojawiają się świetliki. Małe punkty światła, które unoszą się w ciepłym powietrzu jak drobne gwiazdy, które postanowiły na chwilę zejść bliżej ziemi. Siadają czasem na balustradzie, na roślinach, na drewnianych deskach tarasu. I wtedy człowiek siedzi w ciszy i patrzy, jakby oglądał coś niezwykle cennego, choć przecież zupełnie zwyczajnego.
Czasem gdzieś na skraju pola pojawiają się sarny. Delikatne, czujne, jakby trochę z innego świata. Zatrzymują się na chwilę, patrzą, słuchają, a potem znikają tak cicho, jak się pojawiły. Bywają też dziki, które potrafią wprowadzić nieco więcej zamieszania w spokojny rytm naszej codzienności. Ale nawet wtedy trudno się gniewać ,bo przecież one też po prostu żyją, tak jak my.
No i jesteśmy my. Ze swoimi sprawami, radościami, zmęczeniem, obowiązkami i marzeniami. Z porankami, które zaczynają się od kawy i pierwszego spojrzenia przez okno. Z wieczorami, kiedy dom powoli cichnie i można na chwilę usiąść, pomyśleć, odetchnąć.
W takim świecie, w takim zwyczajnym dniu, wydarzyła się dziś ta mała łazienkowa przygoda. Ten niewielki, niepozorny gość, który najwyraźniej postanowił sprawdzić, jak wygląda nasze domowe królestwo od środka. Przez chwilę patrzyłam na niego i pomyślałam, że to wszystko jest właściwie bardzo piękne. Ta codzienność, która nie jest idealna, która czasem potrafi zaskoczyć, czasem rozśmieszyć, czasem lekko przestraszyć, ale która przede wszystkim jest życiem.
Mam w sobie ogromną wdzięczność. Taką cichą, spokojną wdzięczność za to, że można rano otworzyć oczy i zobaczyć kolejny dzień. Za to, że świat wokół nas ciągle się zmienia, oddycha, porusza. Za wiosnę, która powoli budzi się do życia i za te wszystkie małe znaki, które mówią, że wszystko idzie swoim rytmem.
Ale przede wszystkim za ludzi. Za moich najbliższych, którzy są obok. Za rozmowy, za śmiech, za obecność, która czasem jest najważniejszą rzeczą na świecie. I za Was. Bo choć wielu z Was nigdy nie spotkałam twarzą w twarz, to przecież jesteście częścią mojego świata. Czytacie, piszecie, uśmiechacie się razem ze mną do tych małych historii z codzienności.
Czasem myślimy, że coś jest zbyt trudne, zbyt dziwne, zbyt niemożliwe. Że nie damy rady, że to się nie uda, że to ponad nasze siły. A potem przychodzi taka mała chwila jak dzisiaj. Taki łazienkowy bohater, który zupełnie bez pytania wchodzi do naszego życia i przypomina, że świat potrafi być zaskakujący, zabawny i pełen niespodzianek.
Patrzę na niego i myślę sobie z lekkim uśmiechem: naprawdę wiele rzeczy jest możliwych. Nawet te, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak scena z filmu akcji.
Dlatego jeśli kiedyś coś wyda Wam się zbyt niemożliwe, jeśli będziecie mieli wrażenie, że czegoś się nie da, pomyślcie o tym małym łazienkowym śmiałku. O tym jego upartym trwaniu w swojej misji. I zapytajcie sami siebie: można?
Często okazuje się, że można. Trochę inaczej, trochę powoli, czasem z uśmiechem, czasem z odrobiną zdziwienia, ale można.
Dziś wieczorem wysyłam Wam ogrom uśmiechu. Takiego zwyczajnego, ciepłego, trochę domowego. Dziękuję, że jesteście. Fajnie, że Was mam.
To taki wieczorny, spokojny, zupełnie niebolesławiecki post.
Wasza Pani Kropka i…🔵