Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Siódma rano...

Siódma rano. Świat jeszcze nie zdążył się obudzić na dobre, a już zdążył mnie zaskoczyć. Dzień wita dziś niespodziankami, lekkim przymrozkiem, który osiadł cicho na trawie, na dachach, na wszystkim, co noc zostawiła w spokoju. 

Siódma rano...

Tym cudnym słońcem, które nie pyta, czy jesteśmy gotowi, tylko po prostu przychodzi i zaczyna malować wszystko od nowa. Delikatnie, złoto, miękko. Lubię wstawać wcześniej. Dużo wcześniej niż siódma rano. W tej godzinie jest coś, czego nie ma później coś prawdziwego, niespiesznego, jeszcze nie dotkniętego codziennością. Dom wtedy oddycha swoim snem. Ściany są spokojne. Podłogi nie skrzypią od kroków dnia. Powietrze jest inne, bardziej czyste, jakby jeszcze nie zdążyło się nasycić wszystkim, co przyniesie czas. Jest cisza, ale to nie jest pustka. To cisza pełna życia. Takiego, które dopiero się budzi, przeciąga, zbiera siły. A ja już jestem w tym wszystkim obecna. Już mogę cieszyć się życiem, zanim jeszcze świat zacznie ode mnie czegokolwiek chcieć. To są momenty, w których wszystko wydaje się bliższe. Bardziej dostępne. Jakby wystarczyło tylko się zatrzymać i zauważyć i chwycić. Kiedy pozwalamy sobie na cuda, one naprawdę są. Nie gdzieś daleko. Nie tylko w wielkich wydarzeniach, które zapisuje się w kalendarzu. One są w drugim człowieku, w spojrzeniu, w uśmiechu, w cichym „dzień dobry, witaj świecie”. Są w przyrodzie, w tym, jak światło dotyka gałęzi, jak mróz rysuje swoje wzory, jak słońce odbija się od rzeczy zupełnie zwyczajnych i nagle czyni je niezwykłymi. Są w powietrzu. Naprawdę. W tym jednym oddechu, który bierzesz głębiej niż zwykle i czujesz, że jesteś. Po prostu jesteś. Bez pośpiechu, bez napięcia, bez listy rzeczy do zrobienia, tu i teraz. Ty. Cuda są malutkie i ogromne jednocześnie. Czasem mieszczą się w jednej chwili, w jednym spojrzeniu, w jednym promieniu słońca, który wpada przez okno i zatrzymuje się na stole. A czasem są tak wielkie, że trudno je objąć, jak poczucie, że życie, mimo wszystko, jest dobre. Że ma sens. Że warto w nim być naprawdę. Są w kolorystyce niewyobrażalnej, zaskakującej. W odcieniach, których nie da się nazwać, bo są pomiędzy. Pomiędzy nocą a dniem. Pomiędzy chłodem a ciepłem. Pomiędzy tym, co było, a tym, co dopiero przyjdzie. Nawet  kiedy przeżywamy je sami, one są. To jest chyba najbardziej niezwykłe. Że nie potrzebują tłumu. Że nie potrzebują potwierdzenia. Wystarczy, że jesteś ty i ta chwila. I coś w środku, co mówi: zobacz. Chwyć! Wyciągnij rękę. Chwyć! Nie wszystko da się zatrzymać, ale wiele można poczuć naprawdę. Tak, żeby zostało. Może nie w dłoniach, ale gdzieś głębiej. W pamięci, w sercu, w tym cichym miejscu, do którego wracasz, kiedy potrzebujesz oddechu. Ten dzień, już się nie powtórzy. Nawet jeśli jutro będzie podobne, to nie będzie takie samo. To światło będzie inne. Ten chłód będzie inny. Ty będziesz trochę inna, trochę inny. O jedną myśl, o jedno doświadczenie, o jedno zauważenie więcej. Dlatego tak lubię te poranki. Bo przypominają mi, że wszystko jest jeszcze możliwe. Że nic nie jest przesądzone. Że mogę zacząć od nowa, nawet jeśli to „od nowa” jest bardzo małe. Jak decyzja, żeby dziś zobaczyć więcej. Poczuć więcej. Być bardziej. Dom wciąż śpi. Świat dopiero się zbiera. A ja już jestem w drodze. Nie gdzieś daleko. Tu. W tej chwili. I to wystarczy. Dzień dobry. Wasza pani Kropka i 🔵.