Patrzy się na nie i od razu robi się cieplej na sercu, jak przy pierwszym łyku dobrej herbaty w spokojny poranek. Kropeczki mają w sobie harmonię i porządek, taki cichy rytm, który wielu z nas po prostu lubi mieć wokół siebie.
Są też osoby, które od pierwszego spojrzenia zakochują się w kwiatach. W tych delikatnych, malowanych ręką wzorach, które przypominają ogród w pełni lata. Kiedy bierze się do ręki taki kubek, można prawie poczuć zapach lipcowego poranka, lekki wiatr w ogrodzie i spokojną chwilę przy stole. Kwiaty w bolesławieckiej ceramice mają w sobie miękkość, subtelność i coś bardzo ludzkiego, bo przecież każdy z nas lubi od czasu do czasu otoczyć się czymś pięknym i łagodnym dla oka.
Ale są też tacy, którzy mają zupełnie inne serce do wzorów. Takie, które bije szybciej, kiedy na kubku pojawia się… zwierzak. Mały bohater codzienności. Czasem ptaszek, czasem kot, a czasem właśnie jamnik. I wtedy nagle zwykły kubek przestaje być tylko kubkiem. Staje się trochę opowieścią. Trochę uśmiechem. Trochę towarzyszem porannej kawy.
Właśnie to jest w bolesławieckiej ceramice najpiękniejsze, ta ogromna różnorodność. Każdy wzór ma swój charakter, swój nastrój i swoją historię. Jedne są spokojne i klasyczne, inne radosne i pełne energii. Jedne przyciągają minimalizmem, inne bogactwem detali. I każdy z nas, zupełnie naturalnie, odnajduje wśród nich coś swojego. Czasem nawet nie potrafimy powiedzieć dlaczego właśnie ten kubek przyciąga nas najbardziej. Po prostu patrzymy i czujemy: „ten jest mój”.
Bardzo lubię obserwować te momenty w Kropce. Kiedy ktoś bierze kubek do ręki, obraca go powoli, patrzy na wzór, uśmiecha się pod nosem i już wiem, znalazł swojego małego ceramicznego przyjaciela. Bo tak to trochę jest z tymi rzeczami tworzonymi ręką człowieka. One mają w sobie coś więcej niż tylko formę i kolor. Mają duszę pracy, cierpliwości i piękna.
A dziś mam dla Was małą wiadomość prosto z półki w Kropce. Zostały już tylko dwa ostatnie kubeczki z jamnikami. Takimi naprawdę uroczymi jamnikami, które patrzą z kubka z lekkim figlarnym spojrzeniem, jakby chciały powiedzieć: „No dobrze… to kto mnie dziś zabiera do domu?”. I żeby było jeszcze weselej, ten mały psiak ma na sobie ubranko w kropeczki. Jakby chciał pogodzić wszystkie gusta i guściki naraz. Bo są tu i zwierzaki, i kropeczki, i odrobina humoru, który od razu poprawia nastrój.
To właśnie takie drobne rzeczy potrafią sprawić, że zwykły dzień staje się trochę milszy. Kubek, z którego pijemy poranną kawę. Chwila ciszy przy herbacie po długim dniu. Mały wzór, który wywołuje uśmiech, nawet kiedy za oknem szaro.
Jeśli więc czujecie, że ten jamnik w kropeczkowym ubranku powinien zamieszkać właśnie u Was, to wiecie, gdzie mnie znaleźć. On już cierpliwie czeka na półce i rozgląda się ciekawie, kto go wypatrzy pierwszy.