Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Codzienność w Kropce, Sobota 7.03

Promienie słońca wkradają się dziś do domu bardzo cicho. Na trawie jeszcze lekki przymrozek, powietrze jest rześkie i czyste, takie które aż chce się wciągnąć głęboko do płuc. Biorę oddech i przez chwilę stoję tak po prostu, w ciszy. Jest cudnie. Ziemia jakby oddycha. Czuję, że wszystko powoli budzi się do życia.
 
 
Codzienność w Kropce, Sobota 7.03
Za chwilę będzie kawa. I przy tej pierwszej porannej ciszy przychodzi do mnie taka myśl, że mam lżejsze życie niż moi dziadkowie. Też mieszkam na wsi, ale to zupełnie inna wieś, inne tempo, inne poranki. Ich dzień nie zaczynał się od kawy. Oni pili szybko razem czarną, mocną herbatę. Bez celebrowania. Kilka łyków przy stole, szybkie spojrzenie na siebie, robocze ubrania i już trzeba było iść. Zwierzęta czekały. Owce, króliki, kury… a kiedy robiło się cieplej, wyprowadzało się jeszcze krowy na pastwisko.
Cały dzień był pracą. Ciężką, powtarzalną, wymagającą. Taką, która zaczynała się o świcie i kończyła często dopiero wtedy, kiedy robiło się ciemno. A jednak nigdy nie pamiętam, żeby narzekali. Nie mówili, że jest ciężko. Nie mówili, że mają dosyć. Po prostu żyli. I w tym swoim prostym rytmie byli jakoś spokojni, zakorzenieni, prawdziwi. Myślę dziś, że oni naprawdę kochali swoje życie.
Babcia rozmawiała z kurami. Zupełnie serio. Do dziś mam przed oczami ten obrazek, jak stoi na podwórku i coś do nich mówi. Zawsze mnie to jako dziecko bardzo dziwiło, bo w mojej głowie rodziło się wtedy pytanie: jak można z kimś rozmawiać, a potem go zjeść? Podobno moje pytania egzystencjalne były dla dorosłych trochę za trudne. Babcia tylko się uśmiechała.
Wiosną chodziłam z nią raniutko po pokrzywy dla kur. Trawa była mokra od rosy, powietrze chłodne, a ja oczywiście zawsze kończyłam z poparzonymi rękami. Ile razy narzekałam! A Babcia spokojnie powtarzała, że to tylko dla zdrowia. Dla kurek i trochę dla mnie też.
Kiedy dziadkowie ogarnęli już całe obejście, dopiero wtedy przychodzili nas budzić na śniadanie. To były dobre, otulające chwile. Takie bezpieczne, proste. W kuchni był duży stół, ciepło od pieca, Babcia i Dziadek obok. Szklanka świeżego mleka, gruba kromka chleba, czasem ryż na mleku. Do dziś pamiętam ten zapach. Ciepły, domowy, taki który zostaje gdzieś głęboko w człowieku.
W naszym domu też pachnie rano. Tylko trochę inaczej. Najbardziej pachnie kawą. A może jednak wspomnieniami.
Pierwsza kawa to zawsze espresso. Mała filiżanka, mocna, gorzka. A jednak pyszna i trochę uzależniająca. Kawa która w kubeczku czy filiżance wynosze na zewnątrz. Dziś wyszłam na chwilę na boso przed dom i czuję zimno w stopach, ale to dobre zimno. Takie poranne, które budzi człowieka do życia.
Siedzę teraz z filiżanką w dłoni i myślę sobie, że wszystko jest dokładnie tu i teraz. Ta chwila, ten spokój, to światło w oknie, ten oddech. Zaraz dzień ruszy dalej swoim tempem. To jest życie, codzienne, moje.
Za chwilę wsiadam w samochód i jadę do Kropki. A tam będę na Was czekać, jak zawsze. Z uśmiechem od ucha do ucha. Wasza pani Kropka