Wracam do domu wieczorem z głową pełną myśli, z planami, że jeszcze coś ogarnę, że coś napiszę, że jeszcze na chwilę usiądę ze sobą i z Wami, ale ciało mówi swoje, odkładam wszystko tylko na moment, na krótką chwilę, na oddech i padam jak przysłowiowa Kafka, sen przychodzi natychmiast, bez pytania, bez uprzedzenia, a potem nagle już jest dzień, jakby ktoś przewrócił kartkę, jakby noc była tylko mrugnięciem oka. I czasem mam wtedy wrażenie, że coś mnie omija, że wieczór, który miał być mój, rozpłynął się gdzieś pomiędzy jednym oddechem a drugim, przyzwyczaiłam się przecież, że wieczorem coś tu skrobnę, że znajdę dla Was słowa, że usiądę w ciszy i pozwolę myślom płynąć, a tymczasem kolejny wieczór znów poszedł w sen i wiecie co, uczę się to przyjmować, bez wyrzutów, bez walki, bo może właśnie tego potrzebuję. Może to moje ciało już wie, że nadchodzi nowy czas, czas przebudzenia? Ogród już wie, ogród nie pyta o kalendarz, ogród nie czeka na pozwolenie, ogród po prostu czuje. Dziś zobaczyłam bazie i były takie małe, miękkie, niepozorne, a jednak tak ogromne w swojej wymowie. Stałam przez chwilę i patrzyłam na nie z uśmiechem, jak na starego przyjaciela, który wrócił po długiej podróży. Jeszcze niedawno wszystko było uśpione, zamknięte, schowane pod warstwą zimowego zmęczenia, a dziś proszę, jest życie, jest obietnica, jest nadzieja. Niesamowite, jak bardzo potrzebujemy takich znaków, czasem wystarczy jedna bazia, jeden promień światła, jeden cieplejszy oddech powietrza, żeby przypomnieć sobie, że nic nie trwa wiecznie, ani zmęczenie, ani trud, ani cisza, która czasem wydaje się zbyt ciężka. Dziś jest śnieżno, zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, biały puch przykrył wszystko miękką ciszą, jakby chciał zatrzymać czas na jeszcze jedną chwilę. Tuż pod śniegiem już jest ruch, już jest puls, już jest życie, które nie pyta, czy wolno, ono po prostu jest i ja też dziś jestem, z uśmiechem, bo dlaczego nie:) Uśmiech nie musi mieć przecież powodu. Może też tak macie, że w tym czasie wszystko jest trochę inne, że jesteście bardziej wrażliwi, bardziej zmęczeni, a jednocześnie bardziej czuli, jakby dusza powoli budziła się razem ze światem, jakby coś w nas też chciało wyjść z ukrycia, rozprostować ramiona, spojrzeć w stronę światła? Nie musicie się spieszyć, naprawdę, wszystko przyjdzie w swoim czasie, każda myśl, każda siła, każdy uśmiech, czasem największą odwagą jest pozwolić sobie odpocząć, pozwolić sobie zasnąć, kiedy ciało tego potrzebuje, pozwolić sobie nie być zawsze gotowym. W tej ciszy, w tym śnie, w tym zatrzymaniu rodzi się nowe. Patrzę dziś na te bazie i myślę, że one też musiały czekać, przez mrozy, przez ciemność, przez długie noce, nie walczyły, nie spieszyły się, po prostu trwały i teraz są, piękne, gotowe, spokojne. Może my też jesteśmy właśnie w takim czasie, w czasie cichego przygotowania? Dziękuję Wam, że jesteście, że zaglądacie, że jesteśmy tu razem, nawet jeśli czasem tylko na chwilę, Wasza obecność ma znaczenie większe, niż może się wydawać, bo w tym świecie pełnym pośpiechu każde zatrzymanie, każde dobre słowo, każde spojrzenie z życzliwością jest jak ta pierwsza bazia, małe, ale pełne życia. Dziś czekam na Was od 10 w Kropce, zaglądniecie, będę tu, z uśmiechem od ucha do ucha, z ciepłą myślą, z otwartym sercem, tak po prostu, bez pośpiechu, bez oczekiwań, z radością, że możemy być obok siebie choćby przez chwilę. Niech ten dzień będzie dla Was łagodny, niech przyniesie choć jeden moment, w którym poczujecie spokój, niech przypomni Wam, że wszystko się zmienia, że po każdej zimie przychodzi wiosna, nawet jeśli jeszcze pada śnieg:) Uśmiecham się do Was od ucha do ucha, Wasza pani Kropka … i
Ps. Kto dotrwał do końca ten Zuch:)
Dzień dobry Tarnowianie, Przyjaciele , mój Tarnowie. Poranek… nie wiem, czy też tak macie, ale mnie dopada już przesilenie wiosenne. Jest w tym coś przedziwnego, coś pomiędzy zmęczeniem a nadzieją, pomiędzy ciężkimi powiekami a lekkim sercem, które przecież już czuje, że coś się zmienia.
- dodano: 19-02-2026
- w kategorii Codzienność w Kropce