Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj

Infolinia

+48 577 701 680

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Codzienność w Kropce, Poniedziałek 27.01

Dzień dobry Tarnowianie , Przyjaciele i nieznajomi. Poranek a tu garść wspomnień dla wytrwałych:) Jeśli macie ochotę i chwilkę to… przeczytajcie. Dobro dzieje się każdego dnia. Cicho. Bez fanfar. Po prostu między ludźmi.
Wczoraj byłam tak zmęczona, że nie miałam już siły napisać Wam, co się wydarzyło. A to był jeden z tych momentów, które nie robią hałasu, nie proszą o uwagę, ale zostają w sercu na długo.
Codzienność w Kropce, Poniedziałek 27.01

 
W moim domu — i babcia, i mama — od zawsze powtarzały jedno: pomaganie i bycie obok drugiego człowieka ma sens. Ale nie wtedy, kiedy chcemy poczuć się lepsi. Tylko wtedy, kiedy sercem widzimy drugiego człowieka. Kiedy potrafimy zauważyć czyjeś zmęczenie, ciszę, bezradność, nawet jeśli ktoś o tym nie mówi. Uczyły mnie, że każdy z nas kiedyś potrzebuje pomocy. Że nie ma ludzi silnych i słabych. Są tylko ludzie w różnych momentach życia.
Kiedy byłam nastolatką, buntowałam się przeciwko temu. Spinałam się z mamą, nie rozumiałam. Bo łatwo jest dawać z nadmiaru, z tego, co zostaje. Ale dzielić się wtedy, kiedy samemu trochę brakuje, kiedy też jest ciężko — to było dla mnie niepojęte.
Dzisiaj, po tylu latach, wiem jedno — pomaganie to dla mnie po prostu drugi człowiek. Ale wiem też coś trudniejszego: że nie zawsze mi wychodzi. Czasem wchodzi moje ego. Czasem chcę być „tą dobrą”, zamiast po prostu być obok. I wtedy muszę sama siebie postawić do pionu. Często też nie potrafię być dla kogoś tak, jak bym chciała. Trudno mi zadzwonić tam, gdzie rozmowa nie będzie lekka. Trudno podjechać, zapytać, wejść w czyjś trud, w czyjeś łzy, w czyjąś ciszę. Ale uczę się tego. Codziennie. Małymi krokami.
Piszę Wam to wszystko, bo wczoraj znów ktoś zrobił dla mnie coś niezwykłego.
Dostałam obiad. Tak po prostu — obiad.
Przyszła Małgosia. Znamy się od grudnia. Cudna, drobna blondynka. Mama dwóch dorosłych córek — jedną znam i jest dokładnie jak mama: ciepła, uważna, dobra. Drugiej nie poznałam .Przyniosła mi coś pysznego. Bez zapowiedzi. Bez wielkich słów. Ot tak. Bo „przecież jesteś cały dzień w Kropce”.
I wiecie co? To nie był tylko obiad. To było zauważenie. To było „widzę cię”. To było „pewnie jesteś zmęczona”. To było takie ludzkie, zwyczajne, najprawdziwsze bycie obok.
Nie piszę tego, żeby szukać chętnych na gotowanie obiadów (😁)przecież mogę wziąć z domu, mogę zamówić, poradzę sobie. Piszę, bo takie gesty przypominają mi, o co w tym wszystkim chodzi. Że człowiek jest z człowiekiem. Że dobro nie musi być wielkie i spektakularne. Że to, które nie krzyczy, często jest najprawdziwsze. Że ktoś może po prostu zrobić coś dla kogoś i nawet nie wiedzieć, jak bardzo to było potrzebne.
Dobro nigdy nie jest nudne. Ono jest żywe. Ono krąży między ludźmi. Ono wraca.
A ja….byłam przeszczęśliwa. Najedzona tak domowo, tak zwyczajnie, tak bezpiecznie. I w sercu też zrobiło się ciszej i cieplej.
Opowiedziałam o tym mojej Mamie. Obie byłyśmy wzruszone. I żadne inne słowo nie oddałoby tego, co czułyśmy. Bo to są te momenty, w których czujesz, że wszystko, czego Cię uczono o człowieku, naprawdę ma sens.
Życzę Wam takich wzruszeń. Takich chwil, kiedy ktoś zobaczy Was bez słów. I takich momentów, kiedy to Wy zobaczycie kogoś.
Małgosiu — dziękuję. Naprawdę. Zbieram się do Kropki i czekam na Was. Wpadnijcie tak po prostu. Na uśmiech, na chwilę rozmowy, na bycie obok. Czasem tyle wystarczy, żeby dzień stał się piękniejszy.
Wasza Pani Kropka🔵jak zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha. Ps. Na zdjęciu tenże obiad:)